Strona Główna Historia Tygodnika Redakcja Autorzy Galeria Zdjęć Archiwum Prenumerata Reklama

Visitor Counter

Today 11

Yesterday 15

Week 137

Month 495

All 33743

Currently are 7 guests and no members online

Polecane Strony

Australian National Aviation Museum – warte zwiedzenia

Wszystko zaczęło się od ogródka jordanowskiego w Portsea, do którego jako dziecinna atrakcja trafił ocalony od złomowania australijski samolot. Był rok 1962. Przezbrajane w nowy sprzęt Królewskie Australijskie Siły Powietrzne (Royal Australian Air Force – RAAF) bez sentymentów pozbywały się setek maszyn. W tym Beaufighterȯw, dwusilnikowych myśliwców mających za sobą służbę między innymi w trzech australijskich i jednym polskim dywizjonie, 307 „Lwowskich Puchaczy”. Odebrany złomownikom samolot o numerze A8-328 stał się z miejsca ulubieńcem najmłodszych, dla których chodzenie po jego kadłubie i skrzydłach było znacznie bardziej ekscytujące od zjeżdżalni czy huśtawek. Niestety „drążliwi” milusińscy zaczęli niebawem rozbierać wrak na kawałki, co nie obywało się bez skaleczeń i innych urazów, za które władze miasta wolały nie brać odpowiedzialności. Na ogłoszony w lokalnej gazecie apel burmistrza (wolny przekład): „Beaufightera srebrnego, rodowodowego, oddam w dobre ręce z ważnych powodów rodzinnych”, odpowiedziała Australijska Grupa Rekonstrukcji Samolotów (Australian Aircraft Restoration Group - AARG).
Powołana do życia 16 maja 1962 organizacja mająca za cel ratowanie lotniczego dziedzictwa na antypodach, poza eksponatami - zaczęła od pozyskania gruntu przylegającego do melbourneńskiego lotniska Moorabbin. Trzy lata minęły na pracach przygotowawczych. Dnia 20 maja 1965 muzeum - prezentujące swe zbiory narazie wyłącznie pod gołym niebem - otworzyło podwoje. Od tamtej pory do dziś lotnicza kolekcja urosła do ponad 60 samolotów i śmigłowców oraz co najmniej tyluż innych eksponatów. Szybowców, śmigieł, silników... Oczywiście nie wszystkie mają związek z polskimi tradycjami lotniczymi, ale tych ostatnich jest wystarczająco dużo by poważnie wziąć pod uwagę wyprawę do Moorabbin. Na szczególną uwagę w aspekcie polskim zasługują:
Auster (używany w polskim 663 Dywizjonie Samolotów Artylerii, Włochy 1945), Bristol Beaufighter (w polskim dywizjonie 307), Boeing 737 (taki jak w PLL LOT; z możliwością zasiadania zwiedzających za sterami), CAC Wirraway (bliźniak Harvarda, najpopularniejszej maszyny szkolnej Polskich Sił Powietrznych - PSP), Mustang (w polskich dywizjonach: 303, 306, 309, 315 i 316), Kittyhawk (pilotowany bojowo przez Polakòw w 112. Dywizjonie RAF, Libia 1942), Mirage (konstruowany dla RAAF przez weterana PSP, Bolesława Dyktyńskiego), Tiger Moth (samolot podstawowego treningu pilotòw PSP), Douglas DC-2 (identyczny jak w przedwojennym LOT), Dakota (wielorako zasłużona dla polskich skrzydeł w II wojnie światowej), Gloster Meteor (odrzutowiec oblatywany przez Stanislawa Skalskiego w 1945 roku), Miles Messenger (maszyna łącznikowa PSP), Victa Airtourer (bardzo udany samolot wielozadaniowy polskiego konstruktora dr Henryka Milicera), Vickers Viscount (PLL LOT używały trzech maszyn tego typu w latach 60tych) i inne.
AARG jako niedochodowa organizacja złożona wyłącznie z niezbyt zamożnych społeczników bardzo długo nie mogła dorobić się hangaru. Oddano go do użytku dopiero 9.04.1989 (rozbudowując dwa lata później), co wreszcie zapobiegło niszczeniu przynajmniej tych najcenniejszych samolotów w niełaskawym wiktoriańskim klimacie. Pod nowym dachem mogła też ruszyć z kopyta konserwacja, montaż i przebudowa eksponatów otrzymywanych zewsząd w większych lub mniejszych fragmentach. Na początku 1996 roku pracownicy muzeum z powodzeniem przeprowadzili ryzykowną operację sprowadzenia z innego ogródka jordanowskiego samolotu Vickers Viscount (identyczny jak używane przez LOT od 1962 r.). Doskonale zgranym harmonogramem robót zarządzali inżynierowie Michał Fiszer i Ryszard Szczygielski. O innych tego typu akcjach mających na celu wzbogacenie kolekcji można by opowiadać godzinami.
Pomimo cokolwiek zakamuflowanej lokalizacji muzeum, jego bramy corocznie przekraczają dziesiątki tysięcy zwiedzających. Najczęściej manifestowanym przez nich uczuciem jest podziw dla tytanicznej pracy włożonej w konserwacje eksponatów przez garstkę entuzjastów z AARG. Na pochwałę zasługują też coraz to nowe inicjatywy, jak np. umieszczenie w muzealnym holu sklepu model-hobby, oraz antykwariatu dotowanych książek historycznych. Dochód z ich sprzedaży już teraz wydatnie wspiera muzealny budżet.
Andrzej Zbiegniewski

Niedziela, 18 listopada 2018

Firmy zainteresowane reklamą prosimy o kontakt z redakcją

Ogłoszenia/Reklamy


© Tygodnik Polski 2014   |   Serwis Internetowy Sponsorowany przez Allwelt International   |   Admin