Strona Główna Historia Tygodnika Redakcja Autorzy Galeria Zdjęć Archiwum Prenumerata Reklama

Visitor Counter

Today 11

Yesterday 23

Week 11

Month 517

All 25769

Currently are 35 guests and no members online

Polecane Strony

Moje dziecko w szkole
Jak zawsze na początku lutego rodzice zadają sobie pytanie, co zrobić aby ten rok szkolny był lepszy, bardziej produktywny dla ich dziecka, niż lata poprzednie.
Parę dni przed Świętami Bożego Narodzenia w jednym z australijskich dzienników – „The Sydney Morning Herald” ukazał się list otwarty ubiegłorocznego maturzysty. W końcowym wyniku z egzaminów maturalnych uzyskał on 99.85 %. Chłopiec dziękuje swoim bohaterskim, jak ich nazywa, rodzicom podkreślając, że tylko im zawdzięcza swój sukces.
Wspomina, że kiedy 13 lat wcześniej rozpoczynał zerówkę, nie umiał mówić po angielsku. Nad zadaniami domowymi, które jego kolegom zajmowały pewnie kilkanaście minut on spędzał kilka godzin. Pomagał mu ojciec próbując ze słownikiem w ręku rozwikłać zadane w szkole polecenia...
Godny pozazdroszczenia jest upór i determinacja tego chłopca, bo zaangażowania rodziców nie brakuje nigdy. Niestety, ale to zaangażowanie jest często jednostronne. Dziecko używa wszystkich możliwych sposobów, aby się wykręcić od nauki. Na pytanie, czy jest jakiś sposób, żeby zmusić dziecko do uczenia się, odpowiedź jest jedna – nie, takiego sposobu nikt do tej pory nie wynalazł, bo go nie ma.
Znane są przypadki, kiedy rodzice używali wszelkich dostępnych im sposobów, aby dziecko zmusić do odrabiania lekcji. Na zawieszonej w widocznym miejscu kartce zapisywali każdego popołudnia czas jaki pociecha spędziła na uczeniu się – poniedziałek – Zero, wtorek – Zero, środa – Zero...  syn zaproponował, żeby do końca tygodnia wpisali Zero, bo on się i tak nic uczył nie będzie. Inna z kolei dziewczynka, posłana do pokoju z nakazem, że ma się uczyć, przez blisko godzinę mamrotała pod nosem: Niech oni myślą, że ja się uczę, a ja się i tak nie uczę. Podobnie jak próba nakarmienia niejadka zazwyczaj kończy się klęską rodziców, tak samo ma się sprawa ze zmuszeniem dziecka do nauki.
Co więc robić, czy można nie ingerować kompletnie? Nie, absolutnie tego robić nie wolno. Trzeba rozsądnie ingerować. Tylko zmuszać nie wolno.
Należy pamiętać, że dziecko to człowiek, bez względu na to czy ma pięć lat i zaczyna zerówkę, czy też blisko 18 i przygotowuje się do matury. 
Tym, co każdego człowieka wyróżnia spośród innych istot, jest jego wolna wola. Uzewnętrznia się ona bezustanną próbą decydowania o sobie i to od najwcześniejszych lat. Któż z nas nie pamięta dwulatka ze swoim – nie – na wszystko, co mu się proponuje? To jest budzenie się swojego ja. Ja o tym sam zadecyduję. Ja wiem. Większość decyzji podejmujemy sami. Nawet jeśli wykonujemy obowiązki, lub próbujemy sprostać czyimś oczekiwaniom mamy świadomość, że ostateczna decyzja należy do nas.
Podczas swojej praktyki pedagogicznej spotkałam się z wieloma przypadkami bardzo zdolnych uczniów, którzy w egzaminach końcowych nie osiągali nawet przeciętnych wyników. Rodzice narzekają, że się nie uczysz, dlaczego? – pytałam. Wie pani, już miałem się zabrać do lekcji. Postanowiłem sobie, że jeszcze tylko sprawdzę maile – najwyżej 5 minut – i siadam do lekcji. Już byłem prawie gotowy, kiedy w drzwiach pokoju stanęła mama – Co, znowu ten smartphone, wyrzucę go do kosza. Odłóż to na bok i zaraz do nauki!
Nie wiem, chyba przez zwykłą przekorę, ale nie wziąłem tamtego popołudnia książki do ręki. Ja sam zamierzałem na serio zabrać się do nauki. Nie będę się uczył tylko dlatego, że mi mama kazała...
Na to, aby dziecko chciało się uczyć konieczna jest motywacja. W początkowym okresie motywację stanowi uznanie i pochwała najpierw rodziców, potem pani w szkole. Dziecko będzie chętnie i z radością wykonywać polecenia, bo dostanie dobre stopnie i tym zyska sobie uznanie najbliższych. I to jest naturalne.
W miarę upływu czasu oddziaływanie motywacji zewnętrznej słabnie. Nastolatkowi już nie zależy na pochwałach rodziców, często może nawet być nimi zażenowany. Uznanie nauczycieli i dobre stopnie są różnie przyjmowane przez kolegów. Najgorsze co może go spotkać, to przezwisko nerd – kujon. Ale do tego czasu u nastolatka już powinna wytworzyć się motywacja wewnętrzna – uczę się, bo chcę więcej wiedzieć, chcę być człowiekiem wykształconym.. Natomiast motywacja zewnętrzna przybiera wtenczas inną formę. Uczę się, bo potrzebne są mi dobre wyniki z egzaminów. Równowaga pomiędzy tymi dwoma rodzajami motywacji często utożsamiana jest z ambicją
Niestety, ale zdarza się, że motywacja zewnętrzna zanika a wewnętrzna się nie wykształciła. Sfrustrowany nastolatek chodzi do szkoły bo musi, popada w tarapaty. Źle się zachowuje. Wszyscy się na niego czy na nią uwzięli. A przecież jeszcze niedawno to było takie zdolne, dobre, kochane dziecko. Radość rodziny, chluba szkoły. Co go, czy ją odmieniło?
Jak pomóc dziecku w wyrobieniu sobie motywacji do nauki? Co mogą zrobić rodzice aby została zachowana równowaga pomiędzy motywacją zewnętrzną i wewnętrzną? Ciąg dalszy za tydzień.
Marianna Łacek OAM

Marianna Łacek, absolwentka Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie, wieloletnia nauczycielka języka polskiego i angielskiego w australijskim szkolnictwie. W r. 2004 otrzymała NSW dyplom ‘Award for Excellence in Teaching’ a rok później oficjalną nominację do ‘National Award for Ecellence in Teaching’. W roku 2014 otrzymała Medal Order of Australia (OAM) za swoją działalność pedagogiczną i edukacyjną. Prywatnie M. Łacek jest matką czworga dorosłych, wychowanych i wykształconych w Australii dzieci.

Poniedziałek, 19 lutego 2018

Firmy zainteresowane reklamą prosimy o kontakt z redakcją

Ogłoszenia/Reklamy


© Tygodnik Polski 2014   |   Serwis Internetowy Sponsorowany przez Allwelt International   |   Admin