Beata Joanna Przedpełska – Echa Warszawskich Salonów
Share

Hojny dar dla kultury
Nagroda im. prof. Aleksandra Gieysztora, wręczana uroczyście podczas Gali na Zamku Królewskim w Warszawie, budzi rokrocznie ogromne emocje. To wyjątkowo prestiżowe wyróżnienie, honorujące najwybitniejsze osobistości polskiej kultury, sztuki i nauki. Nagrodę za szczególne osiągnięcia w zakresie ochrony naszego dziedzictwa narodowego przyznaje Fundacja Citi Handlowy im. Leopolda Kronenberga – zasłużonego warszawskiego finansisty, filantropa i mecenasa. I tu ciekawostka: Kronenberg poza swoją działalnością zawodową zajmował się również wydawaniem „Gazety Codziennej” (później „Gazety Polskiej”), której redaktorem był znakomity powieściopisarz Józef Ignacy Kraszewski. Nagrody im. prof. Gieysztora Fundacja Citi Handlowy przyznaje od 1999 roku. Wśród dotychczasowych laureatów są m. in. prof. Andrzej Rottermund (wieloletni dyrektor Zamku Królewskiego w Warszawie, autor książek i publikacji naukowych), prof. Jerzy Limon (twórca Gdańskiego Teatru Szekspirowskiego), Elżbieta i Krzysztof Pendereccy (organizatorzy Europejskiego Centrum Muzyki w Lusławicach), Krystyna Zachwatowicz i Andrzej Wajda (nagrodzeni za wybitne osiągnięcia w sferze filmu i teatru), artysta malarz Leon Tarasewicz, Społeczny Komitet Opieki nad Starą Rossą, najstarszą polską nekropolią w Wilnie. Laureatami XXVI edycji Nagrody (pod Honorowym Patronatem Prezydenta RP Andrzeja Dudy) zostali wybrani decyzją Kapituły pod przewodnictwem prof. Jacka Purchli (historyka sztuki, humanisty i ekonomisty, również laureata Nagrody im. prof. Gieysztora sprzed dwóch lat) państwo Teresa i Andrzej Starmachowie. Znani krakowscy kolekcjonerzy i marszandzi od 35 lat otaczają prywatnym mecenatem artystów.

W 1989 roku otworzyli Starmach Gallery na krakowskim Rynku Głównym, a następnie na Podgórzu, gdzie zgromadzili dzieła m. in. Jerzego Nowosielskiego, Tadeusza Kantora i Magdaleny Abakanowicz. W ubiegłym roku Teresa i Andrzej Starmachowie przekazali imponującą część swojej prywatnej kolekcji, o wartości szacowanej na…50 milionów złotych, na rzecz instytucji publicznych miasta Krakowa: Muzeum Sztuki Współczesnej MOCAK oraz Muzeum Fotografii MUFO. „Sztuka była dla nas priorytetem, przedkładaliśmy ja ponad inne dobra. Nasze życie jest krótkie, sztuka zostaje dla pokoleń” – powiedzieli hojni darczyńcy podczas Gali na Zamku Królewskim w Warszawie. Tak przecież głosi znana maksyma: ars longa, vita brevis. Państwo Starmachowie wyrazili zarazem nadzieję, że inni luminarze kultury będą ich wzorem także dzielić się sztuką ze społeczeństwem; pięknem i dobrem, bo warto.
Święto polskiego kina

Polskie Nagrody Filmowe ORŁY to doroczna nagroda, przyznawana przez Polską Akademię Filmową w wielu kategoriach. Pierwsza edycja odbyła się w 1999 roku. Twórcą prestiżowej statuetki jest rzeźbiarz Adam Fedorowicz, a plakat zaprojektował Andrzej Pągowski. Początkowo ORŁY wręczano w 12 kategoriach; od pięciu lat – aż w 20. Gala pierwszych w historii Nagród odbyła się w Kinie Capitol, następne – w Teatrze Wielkim, na Zamku Królewskim, w Dużej Auli Politechniki Warszawskiej, w Hotelu InterContinental, w Teatrze Narodowym, Polskim, a nawet… na Torze Wyścigów Konnych na Służewcu. W tym roku laureatów wybrał prawie 1000-osobowy skład Polskiej Akademii Filmowej. O prawidłowe głosowanie zadbała firma doradcza PwC – ta sama, która czuwa nad wynikami Oscarów Amerykańskiej Akademii Filmowej. Na Gali 27. Polskich Nagród Filmowych ORŁY w Teatrze Polskim i na czerwonym dywanie pojawiły się gwiazdy ekranu, Dariusz Jabłoński – Prezydent PAF, nominowani do nagród oraz laureaci z lat ubiegłych, a także goście specjalni – wśród nich Matthijs Wounter Knol, dyrektor Europejskiej Akademii Filmowej. Wyniki głosowania budziły ogromne emocje i zarazem odzwierciedliły preferencje naszych filmowców. Najwięcej, bo aż 11 statuetek zgarnęli twórcy filmu „Dziewczyna z igłą” w reżyserii Magnusa von Horna. Ten ponury duńsko-polsko-szwedzki dramat obyczajowy był już wielokrotnie nagradzany; zdobył Srebrne Lwy, Nagrodę Dziennikarzy na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni i inne wyróżnienia. Fabuła, inspirowana autentyczną historią duńskiej seryjnej morderczyni, rozgrywa sie w Kopenhadze, tuż po I wojnie światowej. Pieczołowicie oddana atmosfera miasta i jego mieszkańców, portrety psychologiczne postaci, problematyka społeczna i moralna – doceniono wszystkie atuty filmu, klasyfikowanego jako kryminał w stylu noir, ekspresyjny thriller. „Dziewczyna z igłą” okazała się bezkonkurencyjna, zwyciężając w kategoriach: Najlepszy Film, Reżyseria, Scenariusz, Główna oraz Drugoplanowa Rola Kobieca, Zdjęcia, Muzyka, Montaż, Scenografia, Kostiumy, Charakteryzacja. To rekord, także w całej dotychczasowej historii ORŁÓW, bo tyle nagród zdobył tylko film „Boże Ciało” w 2019 roku. Najlepszym Filmowym Serialem Fabularnym wybrano „Matki pingwinów”, Najlepszym Dokumentem – „Wanda Rutkiewicz. Ostatnia wyprawa” (poświęcony wybitnej himalaistce), Odkryciem Roku – „To nie mój film”, a Nagrodę Publiczności zdobyła opowieść „Kulej. Dwie strony medalu” o słynnym bokserze, który nigdy nie leżał na deskach i jako jedyny polski pięściarz wywalczył dwa olimpijskie złote medale (w Tokio i w Meksyku). Orzeł dla Najlepszego Filmu Europejskiego przypadł „Anatomii upadku”; to francuski dramat, nagrodzony Złotą Palmą w Cannes. Statuetkę specjalnego ORŁA za Osiągnięcia Życia odebrał zasłużony scenograf Allan Starski, który ma już w kolekcji Oscara (za pracę przy „Liście Schindlera”) i Cezara (za „Pianistę”). Starski jest twórcą scenografii do 14 filmów Andrzeja Wajdy, Spielberga, Polańskiego, Holland, Kieślowskiego, Pasikowskiego, Zaorskiego. W swojej wypowiedzi zacytował słowa Wajdy: „Róbmy nie tylko filmy piękne, ale także filmy ważne”. Bo filmy mają coś mówić, prowadzić mądry dialog z widzami.
Gra wyobraźni
Jak opowiedzieć dzieciom o wyobraźni? Dla przedszkolaków to pojęcie tak naturalne, że nie zdają sobie z tego sprawy, jak ważna jest w naszym życiu, tym bardziej w dorosłym. Dzieci całkowicie intuicyjnie wchodzą w zaczarowany świat bajek i baśni, do którego niezbędna jest właśnie wyobraźnia. Z łatwością przekraczają niewidzialną linię między światem realnym i fantastycznym, zaludnionym księżniczkami, smokami, rycerzami i kosmitami. Formuła „wyobraź sobie, że…” pomocna jest przy wielu dziecięcych zabawach – tych tradycyjnych i nowoczesnych, komputerowych. Bujna, a nawet wybujała wyobraźnia jest niezbędna w pracy artystycznej, ale przydaje się również w codziennym życiu. Bywa nieskrępowana, nieograniczona, szalona, nieposkromiona, ale nie wszyscy są obdarzeni nią w jednakowym stopniu. Spektakl „Wyobraźnia” w Teatrze Lalka adresowany jest przede wszystkim do najmłodszych dzieci, które zasiadają na widowni wraz z dorosłymi opiekunami – i wszyscy z zaciekawieniem oglądają przedstawienie. Julia Szmyt (autorka i zarazem reżyserka) proponuje widzom wyprawę do świata pełnego możliwości. A jest to przestrzeń z jednej strony zupełnie rzeczywista, z drugiej – właśnie dzięki wyobraźni można w nim dostrzec rozmaite magiczne elementy i doskonale się nimi bawić. W spektaklu biorą udział tylko dwie osoby: Olga Ryl-Krystianowska jako „Obraz” i Andrzej Perzyna jako „Słowo”.

Cała akcja rozgrywa się między tym, co napisane i powiedziane, a tym co widzialne: gestem, kolorem, ruchem. I chociaż na pierwszy rzut oka wydaje się, ze obraz jest jedynie niemą wizualizacją, nagle przemawia – na równi ze słowem. Co więcej: mina, gest, figura przez każdego może być inaczej odczytana; to my nadajemy im sens. Słowo też można różnie interpretować, a kiedy czasem potniemy go na kawałki, poukładamy sylaby w różnej kolejności, tworzymy zupełnie nowe wartości i znaczenia. Widzowie pozwalają wciągnąć się do wspólnej zabawy: kreatywnej i dowcipnej. Nie tylko dzieci mogą spróbować wyobrazić sobie idealny świat lub odwrotnie: pozbawiony tego, co lubimy najbardziej, na czym nam najbardziej zależy. Reakcja najmłodszych mówi sama za siebie, bo jaki byłby świat bez ulubionej zupy pomidorowej z ryżem, bez słońca, lasu, morza? Jest w tym odrobina dydaktyki. Kiedy „Obraz” staje się Księżniczką, może zachłysnąć się władzą i nakazywać różne rzeczy, a tego nikt nie lubi. Gra wyobraźni…spektakl uświadamia, że faktycznie nie ma granic, każdy pomysł warto realizować i cieszyć się. Cała opowieść rozgrywa się w foyer teatru, dając możliwość bliskiej interakcji z aktorami. Warto podkreślić pomysłową scenografię i kostiumy – dzieło Anny Gdowiak, która wyczarowała z papieru lekkie, fruwające stroje oraz tło spektaklu: sterty paseczków, z których można składać i odczytywać wyrazy. Słuchaj, patrz, smakuj świat wszystkimi zmysłami, bo warto.
Poezja w malarstwie
„Pracownia jest miejscem, gdzie spotykasz siebie, nagą egzystencję, w której można się przejrzeć jak w lustrze”. To fragment wiersza „Pracownie artystów”. Jego autorem jest Ryszard Grzyb – malarz i poeta. Na otwarciu swojej wystawy, zatytułowanej „New Pets” zacytował wypowiedź ulubionego artysty, Henry Matisse’a: „Wolność polega na tym, żeby wybierać drogę zgodnie z naszymi zdolnościami”. Ryszard Grzyb wybrał swoją drogę i podąża nią konsekwentnie, a w Varisella Art Gallery prezentuje 11 najnowszych prac. Kto chociaż raz zetknął się z jego twórczością, zapewne zapamiętał chociaż jeden tytuł obrazu, bo właśnie tytuły są ważne i ilustrują refleksje artysty. „Nikt nie zna nikogo naprawdę”, „Brodząc po jeziorze zapomnienia”, „Dawno temu w brzoskwiniowym zagajniku”, „Czasem lepiej jest nie mówić nic”. Wchodząc do galerii od razu znajdujemy się w centrum kolorów, które atakują ze wszystkich ścian swoją soczystą, wyrazistą barwą. Ale to tylko pierwszy błysk, wizualny impuls. Kolory układają się w linie, bryły, wypełniając przestrzeń obrazu. Na płótnach figury ludzi, zwierząt, postaci fantastycznych. Ptaki, żółwie, ryby, królik, nosorożec. Specyficznie odrealniony świat natury. Twarz człowieka, pokryta tajemniczymi tatuażami jak maoryska maska. Wszystko zanurzone w wodzie, powietrzu; czasami przypomina archaiczne rysunki naskalne. Niosą jakieś zaszyfrowane wiadomości, mają w sobie jakąś tajemnicę. Jaką – to już trzeba odgadnąć samemu. Artysta deklaruje, że obrazy powinny być nierzeczywiste, umowne, odważne. I takie są na wystawie „New Pets”: ekspresyjne, mocne, dynamiczne. Może nawet aż przytłaczające energią i intensywnymi kolorami. Najciekawsze jest odszukiwanie myśli, intencji autora, zgodnie z tytułem danego obrazu. Bo jeśli nikt nie zna nikogo naprawdę, co ukrywamy, kim naprawdę jesteśmy? Albo jezioro zapomnienia: przynosi upragniony spokój, ciszę, ukojenie. Postać, ukryta za maoryską maską, wtapia się w taflę połyskującej wody, czerpiąc z niej energię. Może jednak nie warto rozgryzać obrazów schematem „co artysta miał na myśli” i raczej po prostu wejść do galerii i chociaż przez krótki czas zanurzyć się w niewielkiej przestrzeni oryginalnego świata fantazji Ryszarda Grzyba. Zaskakuje nie tylko odważne operowanie kolorami, zmienność form, rozmaitość figur ludzkich i zwierzęcych (zgodnie z tytułem „New Pets” czyli „Nowe Zwierzaki”), ale płynne łączenie motywów realistycznych z abstrakcją, geometrią, barwnymi plamami. Zastanawiające, czy w tym przypadku poezja inspiruje malarstwo, czy raczej obrazy prowokują do napisania wiersza. Takiego, jak „Jedna góra, trzy sny”, w którym wymienia, czego nie malować: zwierząt, ludzi, martwych natur, pejzaży, struktur, dekoracji… W takim razie co malować?

fot. obraz „Dawno temu w brzoskwiniowym zagajniku”
Beata Joanna Przedpełska